Wolontariaty w Anglii - czyli jak uczyłam angielskiego i matematyki w angielskiej szkole

Z perspektywy czasu, myślę, że byłam bardzo aktywna podczas studiów na Uni of Liverpool (BSc Biological & Medical Sciences), ale wynikało z ogromnej motywacji, żeby z tego ciężkiego okresu "wycisnąć" jak najwięcej i żeby ten okres nigdy już nigdy w życiu się nie powtórzył. Pamiętam jak siedziałam na ławce w centrum Liverpoolu, niesamowicie wiało, miałam na koncie dokładnie tylko tyle żeby zapłacić za czynsz i za chwilę miałam zaczynać bardzo długą zmianę w pubie. Czasem kończyłam wtedy o 3-4 nad ranem. Do tej pory bardzo nie lubię nie spać kiedy słychać już śpiew ptaków. Rano wstawałam na wykłady, na których nierzadko nie mogłam utrzymać otwartych oczu. Jedną z moich strategii były tzw. plany B, C i D - czyli zdobycie takiego doświadczenia, z którego można skorzystać na wiele sposobów.



Wolontariat w szpitalu to doświadczenie, którego mogę użyć w CV tylko pod kątem prac o bardzo wąskim profilu. Szukałam zatem również doświadczenia w pracach, które powiększą mój profil - na wszelki wypadek, gdyby moja sytuacja życiowa tego wymagała. Znajomość angielskiego na poziomie C2 można wykorzystać na bardzo wiele sposobów, ale żeby to poprzeć dostałam się na wolontariat podczas, którego pomagałam przygotować się uczennicom z angielskiego i matematyki do GCSEs (Bellerive College). Większość uczennic, z którymi pracowałam chciały podciągnąć się z C na B więc przyjeżdżałam do szkoły 1,2 razy w tygodniu i pomagałam z problematycznymi zagadnieniami.


Było to z pewnością bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ mimo studiowania na uniwersytecie, nie miałam bezpośredniej styczności z brytyjskim systemem edukacji podstawowej. Teraz szukając pracy taka pozycja nawet nie widnieje w moim CV, ponieważ mam dużo więcej doświadczenia kierunkowego, ale szczególnie w Anglii, doświadczenie to przydawało się podczas rozmów kwalifikacyjnych.


Korzyści z wolontariatów


Poza uczeniem, byłam zapisana również na kilka wolontariatów w szpitalu - pomagałam dotrzeć na odpowiedni oddział, wskazywałam drogę, tłumaczyłam gdzie pójść i udzielałam ogólnych informacji pacjentkom i pacjentom. Na żaden z nich nie chodziłam długo, ponieważ nie zawsze mogłam sobie pozwolić na darmową pracę gdzie siedzę na krześle i nie do końca robię to co chciałabym robić, ale cieszę się, że mimo wszystko szukałam takich możliwości (mimo, że nie nadawały się do wpisania do CV przez krótki okres pracy).


Ekspozycja na takie doświadczenia była świetną szansą na przećwiczenie n-tej rozmowy kwalifikacyjnej w pozycji gdzie nie miałam absolutnie nic do stracenia - był to wolontariat, moja własna chęć poszerzenia doświadczenia, eksploracji nowych możliwości. Potem idąc na poważną rozmowę kwalifikacyjną, której wynik był dla mnie ważny, czułam się pewniejsza siebie i przede wszystkim, spokojna. Co najważniejsze, dzięki jednemu z takich wolontariatów na oddziale, poznałam młodego rezydenta, który podsunął pomysł praktyk na oddziale. Popatrzyłam na niego zdziwiona - jak to? praktyki lekarskie kiedy nie studiuje medycyny? Okazało się, że faktycznie, taka możliwość istnieje i od razu na takie praktyki się zapisałam. Uważam, że największym plusem robienia więcej niż niezbędne minimum to właśnie otwieranie kolejnych drzwi, poznawanie ludzi i dawanie sobie przestrzeni na "bezpieczne porażki", a jednocześnie wzmacnianie pewności siebie małymi sukcesami. Wiem, że takimi wolontariatami nie ma sensu się nawet chwalić, ot, takie nic, a jednak potrafią być bardzo cennym doświadczeniem:)


216 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie