Ulubieńcy miesiąca - styczeń 2021

Styczeń był dla mnie ciężkim miesiącem z bardzo wielu powodów, ale również udało mi się odłożyć trochę pieniędzy na urodzinowe prezenty dla siebie. Jestem już na takim etapie, że raczej nie dostaję prezentów i dokładnie wiem czego chcę/potrzebuję:) Bardzo rzadko kupuję pod wpływem impulsu. Najczęściej zakup drogich rzeczy odkładam przez wiele miesięcy, czasem nawet rok bo wiem, że jeżeli ta sama rzecz wciąż chodzi mi głowie pół roku później to faktycznie może jest sens ją kupić.


  1. Nausznica Kopi


Od zeszłego roku myślałam o przebiciu uszu, ale rzecz jasna, przez pandemię nie zdecydowałam się na wizytę w salonie. Złota nausznica Kopi chodziła mi po głowie już od dawna, ale jak z każdym "większym" zakupem, zapisałam ją na później i po 6 miesiącach wciąż chodziła mi po głowie.

W rzeczywistości wygląda jeszcze lepiej niż na stronie, idealnie pasuje na uchu i nie spada nawet w biegu.


2. Piżama z Czesanego Płótna w kratę Tales Of Wales (intimissimi)


Długo zbierałam się do kupna dobrej jakościowo piżamy. Zakup tej konkretnej zawsze odkładałam na później, aż w końcu niedawno udało mi się dorwać ostatnie sztuki na przecenie -65% w Intimissimi. Jest przyjemna w dotyku i na żywo wygląda lepiej niż na zdjęciach. Możliwe, że ostatnie sztuki wciąż są dostępne w sklepach online.


3. Szczoteczka soniczna do twarzy Dermofuture


Codziennie chodzę w masce przynajmniej kilka godzin dziennie, teraz do pracy w labie, a wcześniej przez kilka miesięcy, dzień w dzień po 6-8h w szpitalu. Chociaż nie mogę narzekać na cerę, odczuwam efekty noszenia maski i minimalne pogorszenie cery. Od kiedy regularnie noszę maskę ffp2 zamiast bawełnianych/chirurgicznych, cera się zdecydowanie polepszyła, ale cała sytuacja była impulsem żeby lepiej zadbać o oczyszczanie skóry twarzy. Po obejrzeniu pokaźnej liczby recenzji szczoteczek sonicznych (czyli szczoteczek, które oczyszczają skórę za pomocą szybkich pulsacji) foreo, dermofuture i innych, zdecydowałam się na dermofuture. Foreo to wciąż nieco kosmiczny, ekstrawagancki wręcz wydatek za szczoteczkę soniczną i nie jestem do końca przekona czy płacimy za produkt czy za markę. Miałam okazję teraz używać Dermofuture tydzień i cieszę się, że podjęłam taką decyzję. Mam wrażenie, że szczoteczka robi to co ma robić - oczyszcza skórę. Przy okazji ją masuje. W trakcie używania nie wydaje się jakby robiła coś szczególnego, jej efekt czuć dopiero po osuszeniu twarzy (przynajmniej ja mam takie wrażenie). Za samą szczotkę zapłaciłam 109,9 zł, co uważam za dobry stosunek jakości do ceny. Tutaj recenzja na wizażu.


Szczoteczkę można ładować przez urządzenie z gniazdem USB, podobno jest wodoodporna (nie testowałam pod prysznicem bo jakoś nie mogłam się do tego przekonać).



4. FITOMED Hydrolat oczarowy - 100 ml


Producent mówi, że ma działanie nawilżające, odświeżające, zmniejsza rozszerzone pory oraz łagodzi zmiany naczynkowe i trądzikowe. Wiadomo, nie mam nigdy wielkich oczekiwań wobec kosmetyków, ale faktycznie mam wrażenie, że moja cera wygląda nieco lepiej. Z drugiej strony w podobnym czasie zaczęłam również używać szczoteczki więc niestety nie wiem na ile poprawę mogę przypisać hydrolatowi, a ile szczoteczce. Umieszczam go jednak w ulubieńcach stycznia za stosunek jakości do ceny (14 zł za 100 mL koncentratu - do rozcieńczenia).


5. Świeca zapachowa Yankee "Freshly cut roses"



Zwykle świece zapachowe kupowałam w Ikei bo dość fajnie się sprawdzały. Teraz jednak wszystkie sklepy są zamknięte z powodu lockdownu, więc skusiłam się na nieco drogą Yankee na przecenie. Swoją drogą, na StudentBeans odkryłam małą bo małą, ale (wciąż) zniżkę -12.5% na świece zapachowe Yankee.

Zapach freshly cut roses nie mnie oszołomił jakoś szczególnie, ale faktycznie wielki słoik świecy wydaje się w ogóle nie zużywać i ma dość mocny zapach.







1,275 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
  • Instagram
  • LinkedIn

©2021 by medicine.italy (Anna Cykowska)