Jak zdobyłam followersów, o zarabianiu na instagramie, hejterach i mediach społecznościowych


Początki


Oglądając inne "duże" konta, zawsze zastanawiałam się jak wygląda zarabianie przez media społecznościowe, wiecie, tak z ludzkiej ciekawości. Z jednej strony widzę przepracowane lekarki i lekarzy na praktykach w szpitalu, narzekających, że nie byli 3 dni w domu i wcale nie zarabiających wielkich kokosów, a z drugiej włączam instagram i widzę uśmiechniętych ludzi na sponsorowanych wakacjach na Zanzibarze, którzy narzekają jaka to ciężka praca mierzyć się z hejterami. Zastanawiałam się jak to jest iść na ulicy i trzymać przed sobą telefon, mówić do ekranu telefonu nagrywając siebie, podczas gdy inni patrzą? Jak to jest dostawa produkty i prezenty za darmo?


Tacy to pożyją.



Jak zdobyłam followersów


Pamiętam, że gdy przyjechałam do Anglii na studia, wszyscy mieli już instagrama. Facebook okazał się być passé i zastanawiałam się czy spotka go podobny los jak naszą klasę.pl (śpij słodko aniołku). Tak naprawdę, dopiero na pierwszym roku studiów założyłam swoje pierwsze (prywatne) konto na instagramie i nie do końca wiedziałam po co mi coś takiego, ani dlaczego powinnam je mieć. Ani to "album", ani to snapchat... a teraz mam prawie 68k obserwujących, jestem nazywana instagramerką, influencerką i często dostaje pytania, a nawet prośby, żebym powiedziała komuś jak zdobyć popularność i followersów. Co wywołuje u mnie jedynie konsternację wymieszaną z rozbawieniem.


W moim przypadku, konto @medicine.italy miałam (tworzyłam) przez 3 lata zanim przybyło na niego więcej osób, tzn. obserwowało mnie ok 3000-4000 i nie zapowiadało się na to żeby te liczby miały się kiedykolwiek zmienić. Pisałam sobie o studiach, o nauce, o rozwoju, o karmelu, nie wadząc nikomu. Robiłam to oczywiście za darmo, w moim wolnym czasie, ponieważ uważałam, że bardzo mało rzetelnych i szczerych informacji o moich studiach było wówczas dostępnych. Tak mijał mi spokojnie żywot i wielokrotnie myślałam nawet o usunięciu konta, ale zawsze dochodziłam do wniosku, że włożyłam w to konto na tym etapie dużo już czasu i pracy więc może przynajmniej powinnam je zostawić "dla innych".



Wszystko zmieniło się w początkowym okresie pandemii, kiedy nagle wszyscy zaczęli udostępniać moje stories i w dosłownie w ciągu tygodnia z 3k zrobiło się 30, 40k osób. Dostałam nawet tzw. shadow bana od instagrama za taki nagły przyrost obserwujących na koncie. Faktycznie spędzałam wtedy większość dnia na telefonie, bo cały świat się zatrzymał w miejscu - nie było zajęć, wykładowczynie_cy nie byli dostępni, nie było wiadomo co dalej z semestrem. Nie mogłam nawet wyjść z domu.


Zabawne było to, że zupełnie szczerze nie tworzyłam tych stories w żadnym szczególnym celu, a na pewno nie po to żeby zdobyć popularność. Strasznie wkurzało mnie straszenie wirusem, publikowanie sensacyjnych tytułów (jakby cała sytuacja była mało stresująca) więc czytałam wszystko co się da na jego temat. Byłam na bieżąco niemal z każdym artykułem naukowym. W tej fali udostępniania moich stories (parę razy moje stories udostępniło więcej niż 500 osób) byłam pozytywnie zaskoczona ile osób wolało czytać wycinki publikacji niż sensacyjne tytuły wpisów na fejsbooku.


Wszystko stało się tak nagle, że pamiętam pewnego dnia z 4000 zrobiło się 7000 osób, a gdy obudziłam się rano. ..17k. Nigdy nie zabiegałam o udostępnienia, nie prosiłam o lajki, nie komentowałam pod postami żeby zaciekawić kogoś swoim profilem.


Nie mogę powiedzieć, że nie schlebiało mi, że ktoś chciał czytać moje wypociny i tyrady, a wręcz byłam zachwycona, że nauka, racjonalizm przyciągały taką uwagę bo wszyscy wiemy, co sprzedaje się najlepiej. Naukowe treści są na samym końcu tej listy. Publikowanie wartościowych treści było pracą (którą robiłam dla siebie, ale wciąż, była to ciężka praca) i szybko stało się ogromną odpowiedzialnością - nie mogłam się pomylić, musiałam się 10X zastanowić jak coś może być zinterpretowane, zawsze dodać link do źródła. Chociaż wtedy nie myślałam o tym w taki sposób, pracowałam wtedy ponad 12 godzin na dobę, odpisując na setki wiadomości dziennie. Za darmo. Ktoś powie, no dobra, ale zdobyłaś w ten sposób mnóstwo obserwujących...tylko co z tego?


Zarabianie na instagramie


Na instagramie nie zarabia się za samo posiadanie dużej liczby obserwujących. Instagram sam z siebie nie daje grosza, jestem takim samym użytkownikiem jak konta prywatne, które obserwuje po 200 osób, z tą różnicą, że mam kilka opcji, których nie ma na mniejszym koncie np. swipe up (możliwość dodania linku do stories).


Postanowiłam jednak wykorzystać daną szansę i wbrew wewnętrznemu cringowi założyć bloga i pociągnąć temat dalej. Nikt nie daje instrukcji obsługi jak nagrywać stories, co publikować, co przyciąga uwagę. Nigdy nie publikowałam treści po to żeby zdobyć popularność, więc do dzisiaj nie jestem pewna jak to wszystko działa. I czemu działa.

Będąc szarym użytkownikiem mediów społecznościowych zatsanawiałam się jak to jest być "popularną", mówić o swoich prywatnych sprawach, co myślą znajomi/rodzina jak oglądają takie rzeczy, czytają uzewnętrzenia, ostre stanowiska światopoglądowe? Czy ktoś chodzi z telefonem w ręku cały dzień?


Za cenę prywatności


W moim przypadku wielu znajomych odkryło mnie przypadkiem (sama się do tego nie przyznałam), a większość rodziny, nawet bardzo bliskiej dopiero niedawno się dowiedziała że działam w sieci. Niektórzy mieli problemy z treściami jakie publikuje, bo przecież w rozmowie 1:1 raczej nie mówi się komuś "jebać pis" albo "wspieram prawa osób LGBT". Na początku nie wiedziałam co o tym myśleć, ale z perspektywy czasu bardzo się cieszę, że miałam szansę publicznie wesprzeć kilka ważnych spraw, gdyż ci którzy zerwali ze mną kontakt za wspieranie praw kobiet, LGBTQ+, raczej nie byliby osobami, z którymi chciałabym go mieć. Jakkolwiek brutalnie to brzmi.


W moim przypadku nie było momentu kiedy poczułam się lepiej wiedząc do ilu osób trafiają moje prywatne treści. A uczucie kiedy zostałam rozpoznana w szpitalu w Krakowie kiedy moja siostra złamała rękę można jedynie określić jako straszne zażenowanie. Było mi miło, ale przede wszystkim czułam się niesamowicie zmieszana.



Hejterzy


Myslę, że przy wzroście "popularności" nikt nie ostrzega przed tym jacy ludzie do ciebie trafiają. A trafiają się różni. O ile na początku wszyscy chcieli wiedzieć jak najwięcej o SARS-CoV-2, o tyle temat bardzo szybko zbrzydł wielu osobom (nie rozumiem dlaczego ta populacja osób została na moim profilu) i fakty o których pisałam, nie wpisywały się w narrację, której oczekiwali. Na początku, niemal wszyscy pod wpływem strachu stosowali się do zaleceń, restrykcji, wręcz narzekali na opieszałe wprowadzanie ograniczeń. To podejście bardzo szybko się zmieniło, bo niestety fakty nie są sensacyjne i nie dawały odpowiedzi na wszystkie pytania, a wśród nich najważniejsze - kiedy skończy się pandemia. Teorie spiskowe oferują dużo prostsze schematy myślenia oraz mniej wiedzy by dojść do dużo przyjemniejszych konkluzji. Jeżeli pandemia to spisek, wirus został zmyślony, a wszyscy żyjemy jedynie "w ciągłym strachu"... to nie trzeba się stosować do restrykcji, których wszyscy mamy dość. Można bez poczucia winy, a nawet na przekór, łamać zasady kwarantanny, nie myśląc o tym, że kogoś tym zabijamy, czyjąś babcię, dziadka, brata, ciocię. Wszystko jest zmyślone, więc jest ok. Pozdro dla kumatych.


Każde moje stories zaczęło wywoływać lawinę hejtów, od tych samych osób, którzy pisali peany na cześć mojej działaności kilka miesięcy wcześniej. Większość oczywiście to argumenty ad personam - komentarze na temat wyglądu, wieku, płci, wykształcenia i właściwie wszystkiego innego, ale potem pojawiły się również życzenia śmierci, gwałtu, choroby. Potem dowiadywałam się, że screeny moich stories wędrowały po grupach fanów pana zięby, czerniaka i tym podobnych foliarzy, a pod nimi komentarze od których jeży się włos. Już nawet nie chodzi o mnie, ale również o moją rodzinę. To bardzo niepokojące jak agresywne są te grupy, jak bardzo u niektórych podchodzi to pod urojenia. Czytałam o sobie, że jestem opłacona, a na dowód zdjęcie np. mojego iPada, Karmela, MacBooka i niektórzy dosłownie liczyli cenę rzeczy, które posiadam. Kto mi opłacił studia za granicą? Soros, rzecz jasna.


To właściwie tragikomiczne, bo już nie raz przekonałam się, że te najbardziej agresywne populacje denialistów wszelkiego rodzaju, lubują się w szukaniu wroga. Takiego jak kiedyś był w bajkach disneya, tylko tym razem można go zupełnie odczłowieczyć np. personel medyczny, który truje ich bliskich dla big pharmy, od której dostają wielkie przelewy. Inny problem, który zauważyłam dopiero po "zdobyciu popularności", to ile osób szuka możliwości wyżycia się na kimś. Osoby te nie są zainteresowane prawdą, po prostu odreagowują swoje problemy, kompleksy na innych.


W calej tej "popularności", do której tylu twórców dąży, nikt nie zastanawia się nad pakietem z jakim taka popularność idzie. Ja również nie przypuszczała jak źle może być. Osobiście nie poczułam się dotknięta przez hejt, ale w momencie kiedy pojawiły się komentarze zastraszające mnie lub moją rodzinę... mocno rozważałam usunięcie konta. Wciąż czasem nad tym myślę. Zaczęłam się jednak zastanawiać kim są Ci ludzie? Mają przecież pracę, rodziny i wyobrażam sobie jak bawią się ze swoimi dziećmi, pisząc obcym ludziom na mediach społecznościowych "ty szmato", "mam nadzieje, że zdechniesz ty tępa kurwo", "mam nadzieję, że te szczepionki cie sparaliżują", a potem wyłączają telefon i udają świetnych ojców, matki, siostry, przyjaciół itd. Czy mijam tych ludzi na ulicy? Gdzie pracują?


Gdybym miała zaczynać od zera, nie założyłabym chyba ponownie konta na instagramie. Ani bloga. Nie chodzi tylko o hejt, chodzi również o to, że taka działaność pochłania mnóstwo czasu, a nikt takiej "pracy" nie postrzega w formie pracy, bo przecież influencer/ instagramer jest słowem nacechowanym szczególnie pejoratywnie. Media społecznościowe, choć uważam je za fantastyczny wynalazek, zostały zupełnie wypaczone. Często Ci sami ludzie, którzy narzekają na sztucznych influencerów, wypolerowane twarze, sami obserwują takie konta (napędzając im odbiór), a co gorsza CI SAMI LUDZIE potrafią potem pod zdjęciem bez filtrów i retuszu napisać, że ktoś ma obleśną cerę czy pryszcze. Ci sami ludzie, którzy powiedzą, że media społecznościowe nie mają żadnej wartości, są tylko po to żeby pokazywać dupę i cycki, obserwują konta o właśnie takim profilu. To jest dla mnie niesamowite, że ludzie obserwują konta osób, które ich irytują, którymi gardzą. Wystarczyłoby przecież obserwować wartościowe konta i media społecznościowe mogą stać się miejscem skąd czerpiemy wiedzę czy uczymy się języków (podpięłam na ten temat całą relację "języki"). Od kiedy założyłam instagrama i zaczęłam obserwować innych twórców, naprawdę bardzo przewartościowałam to kim jestem, co sobą reprezentuje, co robię dla innych - dla planety, dla siebie, dla ludzi i zwierząt. Jeżeli instagram jest dla kogoś pustym miejscem to widzę tylko dwa rozwiązania: usunąć te obrzydliwe media społecznościowe, lub zadać sobie kilka trudnych pytań?


Jeszcze kilka słów o zarabianiu


Obiecałam, że napiszę coś więcej o zarabianiu i niestety, wcale nie jest to takie proste i kolorowe. Od kiedy zaczęłam mieć więcej odbiorców dostałam wiele propozycji współprac: reklamowanie kosmetyków, suplementów, win itd. Na niemal wszystkie z nich wysyłałam odpowiedź negatywną. Zazwyczaj wcale nie były to dodatkowo płatne współprace, po prostu współpraca barterowa. Podjęłam się kilku współprac mając na uwadze czy faktycznie używam produktu i czy chciałabym swoim profilem wesprzeć tę markę, bo niektóre chciałabym wesprzeć z radością, nawet za darmo. Były to niewielkie polskie firmy, tworzone z sercem i jako anonimowa osoba, pewnie po prostu kupiłabym produkt żeby wyrazić wsparcie (i poleciłabym swoim znajomym), ale dzięki większemu odbiorowi na koncie mogłam polecić je większej liczbie osób. Nigdy nie poleciłam czegoś, czego nie używam i czego nie lubię i tak zawsze pozostanie. Jeżeli ktoś demonizuje wszystkie współprace to zapraszam, możemy się zamienić miejscami - twórz materiały na instagrama, bloga (za darmo i w swoim prywatnym czasie), studiuj za granicą bez wsparcia rodziców. Jestem ciekawa ile z Was odrzuciłoby tyle propozycji współprac, dostawania kosmetyków do przetestowania, sponsorowanych wakacji. Jestem naprawdę ciekawa w zupełnie nieoceniający sposób, ile osób zdecydowałoby się na współprace z potrzeby opłacenia rachunków, ile z racji, że fajnie jest dostać coś "za darmo" (oczywiście trzeba się wtedy wywiązać się z umowy), ile osób po prostu nie zobaczyłoby w tym możliwości zarobku i rozwoju. Nie ma żadnej instrukcji jak się zachowywać, co wybierać i zdaję sobie sprawę, że są osoby, które żyją z takich współprac i że istnieją dużo większe konta, które nie podejmują żadnych współprac.


Podjęłam się (prawie) 4 płatnych współprac i za każdym razem czułam jakieś poczucie winy, że coś przyszło mi za łatwo, za prosto, a przecież nie powinnam bo w każdym przypadku szczerze lubiłam daną rzecz i poleciłabym ją nawet gdybym kupiła je za własne pieniądze. Niemniej jednak mając takie konto, wszystko podlega ocenie, więc z każdą współpracą pojawiały się pojedyncze głosy, że się "sprzedałam" bo ktoś tego produktu nie lubi więc na pewno ja robię to tylko za kasę. Nie próbuje z siebie robić ofiary, chciałam jedynie pokazać, że decydując się na prowadzenie takiego konta trzeba być gotowym na poleganiu wiecznej ocenie tysięcy osób i włożenie ogromnej ilości czasu (za darmo) w tworzenie materiałów itd. Cokolwiek wybierzesz - tworzenie za darmo, z pasji, czy też skorzystanie z możliwości zarobku - każda z decyzji ma swoje konsekwencje. I zawsze znajdzie się ktoś kto oceni Twoją decyzję negatywnie, za to że nie jesteś wystarczająco przedsiębiorcza, za to, że jesteś zbyt pazerna na pieniądze, że się sprzedałaś. Niestety, w tym wszystkim trzeba być świadomym, że niestety mnóstwo osób wchodzi na media społecznościowe żeby się wyżyć na innych, czy odreagować stres z całego dnia.



Mam nadzieję, że tym wpisem pokazałam trochę więcej odcieni szarości. Prowadzenie takiego konta ma ogromną ilość plusów, ale nie wszystko jest tak różowe jak wygląda. Jeżeli zastanawiasz się nad własnym kontem, warto to wziąć pod uwagę :)


682 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie